Hiszpański wiatr…

FlamencoHiszpania. Właśnie przekroczyłem granicę. Jadę wzdłuż wybrzeża drogą na południe. Jest godzina siódma, zaczyna doskwierać mi głód. Zatrzymuję się na stacji i wchodzę do małej restauracyjki. Wybieram danie warzywne, wzrok pada na karczochy. Trochę twardawe, ale jest ok, zjadam, zaliczam profilaktycznie toaletę, wsiadam w samochód i jadę dalej, mam jeszcze sporo kilometrów do przejechania. Szeroką autostradą suną ludzie, jestem jednym z nich, zamknięty, jak i oni w małej metalowej konserwie – nie jest tłoczno. Moja alfa mruczy spokojnie, podnosząc głos jedynie w trakcie wyprzedzania. W radiu łomocze jakaś muzyka. Wyłączam klime, otwieram okna. Po przejechaniu jakiś stu kilometrów krajobraz staje się bardziej skalisty – w kolorach – taki rudawo pomarańczowy. Przy drodze stoi jakaś dziewczyna – widzę z daleka – macha ręką, nikt nie zwraca na nią uwagi, wciskam delikatnie hamulec, zmieniam pas, redukuje biegi, włączam awaryjne.
Otwiera drzwi. Widzę jej duże brązowe oczy do tego długie grube czarne włosy.
– Hello – uśmiecha się.
– Get in – rzucam.
Wsiada, trzask drzwi. Ruszam spokojnie, zmieniam pas i naciskam pedał gazu, przyspieszam.
– Where are you going? – Pytam, po chwili.
– Ahead.
Spojrzałem na nią.
– To the Coast del Azahar – dodała, widząc moje spojrzenie.
Jedziemy dalej w milczeniu. Patrzę przed siebie, czasami kątem oka zerkam na dziewczynę. Costa del Azahar to właśnie tam mieści się cel mojej podróży – małe miasteczko Peniscola. Wyłączam radio wkładam płytę Delerium.
– I go to the Peniscola.
– Cool, it suits me – uśmiechnęła się I przeczesała włosy, które wiatr i tak za chwilęDSC_0069 rozwiał.
Wybrzeże kwitnącej pomarańczy zasługuje na swoją nazwę. Wzdłuż całej drogi ciągną się liczne sady i ogrody, w których rzędami stoją przycupnięte niskie ciemnozielone liśćmi drzewa, Gdzieniegdzie spod tej bujnej zielonej czupryny przebijają się pomarańczowo soczyste kropki. Valencja wydała mi się na pierwszy rzut oka ładniejsza od Catalonii, cichsza, bez przeludnionych turystycznie Costa Brava i Dorada.
Jechaliśmy już chyba z dwie godziny. Dziewczyna w połowie tego czasu wyjęła książkę i czytała. Nie należała do rozmownych. Zresztą ja też – dobrało się dwu easy rider’ów – pomyślałem. Do celu podróży zostało może jakieś pięćdziesiąt kilometrów. Zjechałem z głównej drogi. Przejeżdżając przez jakąś wioskę, zauważyłem skromny wyszynk. Miałem wyschnięte usta. Zatrzymałem się.
– One moment – rzuciłem i wysiadłem.
Zauważyłem, że dziewczyna odkłada książkę. Wszedłem do małej salki. Nie było tłoku za to trochę mrocznie. Zrobiłem kilka kroków. W drzwiach za mną pojawiła się moja stopowiczka. Przyjrzałem się Dopiero jak tak stała, w tych drzwiach, uzmysłowiłem sobie, że nawet nie znamy swoich imion.
– I’d like something to eat. May I?
– Ok. I need a drink of water. It’s very hot.
skanowanie0005Dziewczyna zamówiła paelle. Ja sączyłem wodę. Przyglądałem się dyskretnie jak je. Paella – można by powiedzieć niezbyt poprawnie – to danie narodowe Hiszpanów z regionu Velncia. Trzeba przyznać, że danie wybitnie smaczne, zresztą, kto nie zna słynnej paelli valenciana. Niby proste, mieszanina ryżu z szafranem, duszonymi warzywami i kawałkami mięsa – ja wolę z owocami morza – a jak urzekające podniebienie.
Dalsza droga przebiegła bez niespodzianek. Ona czytała, ja prowadziłem. Kiedy wjechałem do Peniscoli ujrzałem zamek na skałach – Castell del Papa Luna. Staraskanowanie0009 budowla zakonu templariuszy później własność antypapieża Benedykta XIII górowała nad miasteczkiem. Strome skały z jednej strony otoczone morzem, którego fale rozbijały się o ich podstawę, stanowiły barierę nie do pokonania dla ewentualnych ówczesnych wrogów. Dzisiaj był całkowicie dostępny, a na jego terenie w wąskich uliczkach mieściło się szereg knajpek obleganych nocą przez mieszkańców i turystów.
skanowanie0002Przy promenadzie zatrzymałem samochód, dziewczyna uśmiechnęła się, wyjęła kartkę z plecaka podłożyła książkę i zapisała coś. Podała, zerknąłem, był to adres w Benicassim. Byłem tam kiedyś. To małe miasteczko o wiele niżej położone na mapie niż Peniscola. Wysoko w górach można odnaleźć stary klasztor karmelitów słynący z wina Carmelitano dostępnego jedynie w tym regionie. Zakonnicy są uczynni i otwarci można u nich spędzić kilka dni racząc się nie tylko alkoholowymi specjałami.
Spojrzałem na nią.
– Gdybyś kiedyś czegoś potrzebował w Hiszpanii, daj znać.
Uśmiechnąłem się, wymieniliśmy podziękowania. Zniknęła gdzieś w tłumie. Nigdy skanowanie00007jej już nie spotkałem.skanowanie000111

9 komentarzy w temacie: “Hiszpański wiatr…”

Możesz zostawić odpowiedz lub Trackback - zapraszamy.
  1. Co nie znaczy, że Wasze drogi gdzieś – kiedyś się jeszcze nie spotkają…

  2. Kto wie, a może Ona poznałaby Ciebie …. w każdym razie życie bywa nieprzewidywalne , a każdy kolejny dzień wielką niewiadomą.

  3. Spotkanie byloby mozliwe, jezeli byloby bardzo chciane, a dlaczego mialoby byc chciane?
    Przez kogo??

    • Lampart odpowiedział/a: -#2

      Czasami wręczenie komuś kartki z adresem jest intrygujące dla otrzymującego, czasami wracamy do różnych miejsc i nagle przypominamy sobie o możliwości spotkania kogoś kogo widziało się przez mgnienie kilku godzin…ot tak po po prostu z ciekawości i sprawieniu niespodzianki.

  4. Zgadzam się z tym ,że aby się ponownie spotkać potrzeba jeszcze mieć na to ochotę. Czytając ten tekst miałam odczucia ,ze Wasze spotkanie to tylko zwykła uprzejmość kierowcy dla autostopowicza.

    • Lampart odpowiedział/a: -#2

      Bo była, jednak w takim spotkaniu zawsze jest coś co się zapamiętuje, co widać po tekście, który jednak powstał – od tego czasu upłynęło wiele czasu, a jednak…nie wiem.., każdy może mieć inne odczucia i inaczej to odbierać. Mnie utkwiło to w pamięci…

  5. Pisząc komentarz miałam na myśli takie niespodziewane i miłe zarazem spotkanie kogoś poznanego całkiem przypadkowo w swoim życiu …niekoniecznie w tym samym miejscu….
    Nie zdarza się Wam widząc czasem osobę, mieć wrażenie że już ją gdzieś spotkaliście – szukać w pamięci czasu i miejsca… choć nie zawsze uda się przypomnieć ?

  6. podobnie jak kolezanka…lubie puscic wodze fantazji….romantycznej…takie ulotne chwile,musniecia powodujące drzenie serduszka na..krótką,króciutką chwilkę….

Odpowiedz na „batutaAnuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.

Wpisz właściwą odpowiedz *

error: Content is protected !!
TOP