Tureckie reminiscencje…

herbata turcjaHotel Botanik znajduje się na riwierze tureckiej. Jest to jeden z tych hoteli, w którym gości wita się lampką szampana, a w ogromnym holu recepcyjnym na ścianie wiszą ogromne zegary wskazujące godziny z różnych stref czasowych. Budynek jest w kształcie ogromnego statku – oczywiście z wewnętrznymi bocznymi galeriami. Całość przykryta słonecznym błękitnym szklanym dachem. W holu znajduje się kilka otwartych drink-barów. Każdy z nich oferuje inne gatunki alkoholi i napoi. W hotelu znajduje się niczym na Titanicu ponad 600 pokoi. Posiada windy wewnętrzne, jak również oszklone windy zewnętrzne – sunące w górę i w dół – nocą sprawiając wrażenie świetlnych rakiet lądujących bądź startujących ze swoimi pasażerami.
Dotarłem do hotelu około godziny czternastej. Zameldowanie trwało chwilę. Ponieważ doba hotelowa kosztowała około 700 zł, a miałem zamiar być minimum 10 dni wpłaciłem 1900 EU pozostawiając rachunek otwarty. Kiedy dotarłem do pokoju na piątym piętrze, mój skromny bagaż już na mnie czekał. Rozpakowałem się i wyszedłem na taras. Przy samej balustradzie, prawie dotykając jej liśćmi, rosła wielka rozłożysta palma. Natychmiast wszedłem do środka i szczelnie zamknąłem drzwi. Przyjaźniejsza była chłodna atmosfera klimatyzowanego pokoju. Ściągnąłem koszulę. Wziąłem szybki prysznic i odświeżony podszedłem do zimnego barku, nalałem sobie whisky, wypiłem dwoma łykami. Spojrzałem na kartę. Hotel oferował posiłki do wyboru w kilku restauracjach. Na miejsce wieczornej kolacji wybrałem restaurację na plaży jak zapewniano w trakcie miał grać kwartet smyczkowy. Podniosłem słuchawkę i zarezerwowałem miejsce. Obiad miałem zamiar zjeść w miasteczku. Hotel oferował jeszcze snack-bary, fresh juice bary, saunę, zewnętrzne jakuzzi, kilka basenów, kino, aquaparkrecepcja, lecznicze zabiegi spa, fitness, dalej nie czytałem, wyszedłem z pokoju. Przy okazałej bramie wjazdowej stały dwie budki – wartownicze – takie skojarzenie zrodziło mi się w głowie. Hotel dbał, aby do wewnątrz nie dostał się nikt postronny. Minąłem szlaban i  szedłem wzdłuż drogi. Usłyszałem szum. Z tyłu nadjeżdżał autobus, pomachałem, zatrzymał się, wsiadłem. Wewnątrz było tylko kilka osób, poszedłem na sam koniec kabiny. Po chwili podszedł do mnie jakiś turek, z lewej pojawił się kolejny, chcieli zapłaty za przejazd – dziesięć euro. Wiedziałem, że to za dużo, ale nie chciałem zaczynać dnia od rozróby. Zapłaciłem i rozsiadłem się wygodnie w fotelu.
W miasteczku najpierw wstąpiłem do knajpy Jamesa Deana, tak głosił szyld. Wypiłem jakiegoś drinka, zapaliłem papierosa, na koniec wypiłem szklankę wody z cytryną. Wszedłem w uliczki handlowe, doszedłem do jakiegoś placu zauważyłem tam sklep sieci Jasmin – wstąpiłem . W wejściu przywitało mnie dwu sprzedawców, nie odstępowali mnie przez kolejne piętnaście minut. Przeszedłem się po całym sklepie, wstępując też na piętro. Tam wypatrzyłem kurtkę za 160 Eu i drugą maleńką dizajnerską z wyszytym na plecach złotą nitką orłem. Pomyślałem o dziecku, kupiłem. Wypatrzyłem też dwa paski do spodni. Były też kamizelki z cieniutkiej skórki jednak nie mój rozmiar. Sprzedawcy – chodzący za mną krok w krok – natychmiast zaoferowali uszycie na miarę. Zgodziłem się. Musiałem poczekać na krawca. Zaproponowali herbatę, drinka albo piwo — do wyboru. W odpowiedzi zapytałem, gdzie tu można coś zjeść typowo tureckiego. Zawołali kierownika sklepu. Ten tłumaczył coś zawile, po chwili machnął ręką chwycił za telefon i rozmawiał krótko z kimś po turecku. Nie zdążyłem wypić podanego mi piwa, kiedy pod sklep podjechał samochód. Przyjechało jedzenie. Podobało mi się. Kiedy skończyłem i podziękowałem, jeden z turków zapytał, skąd przyjechałem. Jak zwykle skłamałem i wziąłem łyk piwa. Wreszcie dotarł krawiec, wysuszony staruszek. Kiedy brał miarę, kierownik sklepu zapytał gdzie się zatrzymałem. Wymieniłem nazwę hotelu. Zapytał, jak dojechałem do miasta. Opowiedziałem mu całą historię, nie omieszkując wspomnieć o haraczu, jaki ze mnie ściągnięto. Zdenerwował się. Zapytał o numer autobusu krzyknął, że zaraz dzwoni na policję. Próbowałem go powstrzymać tłumacząc, że nie pamiętałem numeru. Nie ustępował, mówił coś, że oni żyją z turystów i nie wolno ich odstraszać od Turcji. Pytał, o której godzinie to było, twierdził, że da się ustalić, jaki to był autobus. Nie wyglądał na rejsowy – stwierdziłem –  chyba jakiś prywatny – nie chciałem robić zamieszania wokół mojej osoby, a już na pewno nie chciałem angażować policji. Ustąpił dopiero, kiedy zgodziłem się, na taksówkę, którą zaoferował gratis od firmy. Na koniec zapytał, czy kamizelkę dostarczyć do hotelu, czy przyjadę po nią osobiście.
Taksówka zawiozła mnie pod sam hotel. Słońce prażyło niemiłosiernie. Resztę dnia restauracjaspędziłem, zwiedzając ogromny obszar hotelu, jego sklepy. Większość czasu jednak przesiedziałem nad basenami. Wprawdzie nie lubię się opalać, jednak postanowiłem poleniuchować, było to o tyle przyjemne, że co jakiś czas kelnerzy w białych rękawiczkach przejeżdżali swoimi wózkami, serwując wino z butelek zanurzonych po szyjki w dużej ilości lodu. Wieczór i noc upływał dla zgromadzonych pod znakiem zabawy, hotel oferował szeroki program muzyczny, tańce i jakieś konkursy. Będąc samotnym, jedynie delektowałem się daniami i trunkami, obserwując, jak bawi się świat. Następnego dnia pojechałem ponowne do miasteczka. Tym razem skorzystałem z busa jaki zbierał gości hotelowych z różnych hoteli i dostarczał pod sklepy, które płaciły za naganianie klientów. Odebrałem kamizelkę – co by nie powiedzieć Turcy znali się na skórze — była świetnie uszyta. Ze sklepu Jasmin zaszedłem do jubilera. Starszy pan, jak tylko wykazałem zainteresowanie złotą obręczą na rękę w kształcie dwu delfinów, poczęstował mnie herbatą,. Kupiłem po długim targowaniu. Do hotelu wracałem tym samym busem. W trakcie drogi bujający się stary rzęch wzniecał tumany kurzu, przez otwarte okna pył wnikał do środka. Rozsznurowałem skórzaną sakiewkę, wyjąłem bransoletę. Zauważyłem, że jeden z delfinów nie ma oczka, turkusowy kamień wypadł albo wcale go nie było. Pomocnik kierowcy może w wieku trzydziestu pięciu lat zainteresował się moim zakupem. Wskazałem na pusty oczodół. Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, potem uśmiechnął się i powiedział, że on to załatwi. Zawahałem się. Jego nieogolona twarz, przepocone stare ubranie oraz wyraźne braki w uzębieniu nie wzbudzały zaufania. Z drugiej strony…jakie to miało znaczenie.

Wieczorem jednak zacząłem się niepokoić. Człowiek nie dotarł do hotelu i moja złota gruba obręcz zaczynała zdawać się jedynie wspomnieniem. Zszedłem do recepcji, poprosiłem o numer sklepu Jasmin. Nie wiedziałem, jak nazywał się jubiler i jego sklep, a nawet, na jakiej ulicy się mieścił. Liczyłem jednak, że skoro przewodnik podwoził ludzi również do Jasmina to właściciel będzie go znał. Zapytałem — jakiś mężczyzna łamaną angielszczyzną poinformował mnie, że nie wie gdzie jest Baykurt – pewnie jeździ z klientami. Poszedłem do baru i zamówiłem drinka. Około godziny dwudziestej kelner poprosił mnie do recepcji. Młoda kobieta po rosyjsku poinformowała mnie, że przed hotelową bramą czeka na mnie jakiś człowiek. Bransoleta dojechała. Byłem szczerze zaskoczmy…

8 komentarzy w temacie: “Tureckie reminiscencje…”

Możesz zostawić odpowiedz lub Trackback - zapraszamy.
  1. ciekawie opisane…wezmę pod uwage twoje sugestie podczas nastepnej planowanej podrózy do Turcji

  2. Lampart odpowiedział/a: -#1

    Mam nadzieję, że się przydadzą…

  3. moze za bardzo sie wychylam z adoracją 😉 już i tak posądzono mnie ze prezentuję postawę służalczą wobec ciebie 😛

    „Co ja zrobię, że Cię lubię
    Więcej, niż bym chciała?
    Jeśli powiem, że nie lubię,
    To bym Ci skłamała.
    Jakiej chcesz, mnie poddaj próbie –
    Nie wypadnę źle,
    Bo dowiodę, że Cię lubię
    Więcej, niż chcę.”
    Jadwiga Strzelecka 😀

  4. ale ciągle aktualne 😛

  5. Czesto nachodzą mnie takie pomysły aby na własną rękę wybrac sie do Turcji czy Tunezji,koszty jakie trzeba pokryc aby biuro zorganizowało wypoczynek są iscie bajonskie.Troszke obawiam sie czy człowiek sam da rade,na własną ręke.Oczywiscie najważniejszą sprawa jest jezyk,mąż mwi troszke po angielsku,ja praktycznie nie ale za to bardziej niemiecki…bez języków to chyba nie lada wyczyn,jak sądzisz?

    • Lampart odpowiedział/a: -#2

      Wiadomym jest, że umiejętność porozumiewania się w różnych językach ułatwia podróżowanie – zwłaszcza, kiedy zapuszczamy się w odleglejsze miejsca, mniej uczęszczane, kiedy wychodzimy poza utarte szlaki turystyczne. Koszt podróży na własną rękę w brew utartemu przekonaniu nie musi wychodzić taniej. Jadąc przez dany kraj, nocując w różnych hotelach, motelikach, oberżach nie zawsze uda się znaleźć coś na czas i w dobrej cenie, nie zawsze onenight B&B wyjdzie tanio. Samo wynajęcie samochodu na dwa trzy tygodnie czy dłużej to też jakiś koszt.

  6. No własnie,mimo wszystko dobrze zapytać,krążą bowiem takie opinie ze samodzielnie to taniej wychodzi,obaliłes kolejny mit.Dziekuję 😀

Napisz odpowiedź lub komentarz

Your email address will not be published.

Wpisz właściwą odpowiedz *

error: Content is protected !!
TOP